Korporacyjne urodziny
Jak powszechnie wiadomo urodziny kogoś w biurze są zmorą wszystkich innych współpracowników lecz nikt nie ma odwagi wyłamać się z tradycji i gdy Pani Kasia czy inna Zosia zaprasza na kawę wszyscy pokornie opuszczają swoje miejsca pracy i udają się do kuchni aby obsiąść jednodrzwiowe kontenerki które są jedynym zbawieniem przed godzinnym przechodzeniem z nogi na nogę. Nikt jeszcze nigdy nie dostał od współpracowników przydatnego prezentu. Zawsze pojawia się uniwersalny bukiet kwiatów i pudełko czekoladek. Najgorszy z możliwych banał. Kiedyś pojawił się pomysł aby wykupić bon na meble do znanej sieciówki jednak uznano, że nie warto przełamywać tradycji. Pewnie uznano, że każdy musi przemęczyć się z kwiatami i słodyczami. W korporacji każdy musi mieć to samo. Według mnie jest to totalny koszmar i zacofanie jednak sama świata nie zmienię. Najgorszy moment przychodzi wtedy gdy zbliżają się urodziny/imieniny szefa. Oczywiście każdemu przychodzi wtedy do głowy jakiś cudowny i jedyny słuszny pomysł na prezent. Ostatnio ktoś zaproponował aby kupić dyrektorowi kontenerki bez szuflad – tak aby było mu wygodniej przekładać dokumenty. Pomimo tej specyficznej burzy mózgów i tak zawsze kończy się na tym samym. Szef dostaje kwiaty (proporcjonalnie większe od tych dla pracowników) i tabliczkę ekskluzywnej czekolady. Zapewne cierpi tak samo jak my ale cóż, taka tradycja i każdy musi ją przeżyć na własnej skórze.